Związek Polskich Artystów Plastyków

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start ArsForum 3/2018 SYLWETKI - Romuald Oramus

SYLWETKI - Romuald Oramus

Email Drukuj PDF

Sylwetki Oramus

Romuald Oramus

ur. 1953 w Krakowie, prof. zw. na Wydziale Sztuki krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego. Studiował na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie, dyplom zrealizował w pracowni prof. Adama Marczyńskiego wraz z graficznym aneksem w Pracowni prof. Mieczysława Wejmana. W latach 80. ubiegłego wieku uczestniczył w Ruchu Kultury Niezależnej, od 1981 należy do ZPAP, wielokrotnie uczestnicząc w pracach Zarządu Okręgu Krakowskiego oraz Zarządu Głównego ZPAP w Warszawie. Zajmuje się malarstwem sztalugowym oraz grafiką warsztatową (prace prezentował na ponad 30 wystawach indywidualnych oraz ponad 200 krajowych i zagranicznych wystawach zbiorowych), pisze teksty o sztuce. 

Poczynając od najwcześniejszych obrazów z cyklu Czas zatrzymany, powstałych na początku lat 80. XX wieku, widzimy, jak czas jest ważny, by zrozumieć twórczość Oramusa. Gdy patrzymy na te zatrzymane w malarskim kadrze barwne sceny rodzajowe, uwagę naszą przykuwa kalejdoskop różnych postaci. Niemal na neutralnym tle pozują, prezentują się przed naszymi oczami, pozornie niezwiązane ze sobą. Brak perspektywy sprawia, że nachodzą na siebie, nakładają się jedne na drugie. Postacie spotkane w dziwnych konfiguracjach, w zatrzymanym czasie, zastygłe na wieki w swoich gestach i myślach. Trwają w swych rodzinnych i towarzyskich rytuałach.

Tak się dzieje w pracach Czas zatrzymany X (1981), Czas zatrzymany XV (1982) i Czas zatrzymany XVIII (1982). Groteskowa, ironiczna stylistyka tych obrazów przywodzi na myśl commedia dell’arte – pochodzący się z XVI-wiecznych Włoch gatunek przedstawienia scenicznego, będący rodzajem komedii ludowej. Ten wywodzący się z tradycji antycznego mitu, rzymskiej pantomimy oraz błazeńskich wygłupów rodem ze średniowiecza gatunek teatralny prześmiewczo i z dystansem patrzył na człowieka i jego rzeczywistość. W wymienionych trzech pracach przed oczami odbiorcy ukazuje się właśnie taki swoisty teatr komediantów. Kogo widzimy na tych obrazach: znajome twarze naszych bliskich, zacne damy, lubieżnych wujków, pijanych kuzynów, powściągliwe czy gderliwe ciotki itp. – po prostu rodzinę oraz znajomych. Nas samych. Zapewne dlatego obrazy te wcale nie są takie śmieszne, bo można dostrzec pośród tych twarzy właśnie nas samych, a to już nas tak bardzo nie bawi. Wygląda to raczej na czarny humor. Odgrywamy swoją rolę w tym teatrze. Mamy scenę i aktorów, twarze niczym maski. Istotna jest też funkcja intensywnej kolorystyki, która dopełnia groteskowy ton tych przedstawień. Te dziwne, rodzinne spotkania – na pozór przyjemne, pełne manier – jawią się tu jako czas niepokoju i choć mają ironiczny, komediowy ton, to wyłania się z tych prac smutek i wszechogarniająca pustka. Co ciekawe jednak: artysta na swoich bohaterów i ich zachowanie spogląda z życzliwym dystansem, raz da się dostrzec ironię, czasami sarkazm, pobłażliwość, a nawet sympatię. Zastanawia przy tym, czym kierował się Oramus, malując swój barwny korowód postaci w szarych, ciężkich czasach początku lat 80., na które padał straszny cień stanu wojennego? Czy ten dziwny świat był ucieczką od rzeczywistości, w której artysta żył na co dzień? Dziwna i bardzo intymna jest rzeczywistość ukazana w tych pracach, co pozwala przypuszczać, że to chęć zatrzymania przez twórcę i zachowania w pamięci minionych czasów, może wręcz tęsknota za nimi, mimo tego, co działo się za oknem, a co było przerażające i pełne niepokoju o przyszłość. Malarz w swej opowieści o zatrzymanym czasie – o tym, co minęło, pewnie już bezpowrotnie – pokazał świat surrealny, pełen dowcipu, czasami czarnego humoru i, choć ironicznie, to tęsknie.

Bliskie tej rzeczywistości są prace z kolejnego cyklu pt. Uczta (1983–1984). Na wystawie zaprezentowane zostały trzy z nich: na jednym obrazie przy stole siedzi dwóch mężczyzn, którzy grają w karty (Uczta – gra II, 1984), na dwóch pozostałych widzimy trzy męskie postaci jedzące i pijące (Uczta X, Uczta XI, 1984). Wydawać by się mogło, że to banalna sprawa, a jednak skrawek rzeczywistości wygląda tu na moment wyjątkowy. Elegancko ubrani mężczyźni siedzą naprzeciw siebie i grają w karty, dzieli ich blat ogromnego stołu. Temat ten był dość popularny w malarstwie europejskim – najsławniejsi gracze to ci z obrazu Paula Cézanne’a, choć nie mniej znane jest dzieło Caravaggia z tym motywem. W obu przypadkach grający siedzą blisko siebie, natomiast u Oramusa dzieli ich długi i szeroki stół oraz wielkie ustawione na nim arbuzy, a przestrzeń dokoła jest pusta. U tamtych to gra pospólstwa, ludzi prostych, karczmiana, można nawet rzec – prawie że uliczna. Tu wydaje się elitarna, elegancka. Na obrazie Uczta XI przedstawione postaci biesiadują, jedzą, a jeden z bohaterów podniósł kieliszek – wznosi toast. Pozostają we wzajemnej relacji, choć tak naprawdę obok siebie – każdy zajęty bardziej swoimi myślami niż współtowarzyszem. Może właśnie dlatego czuć beznamiętną pustkę i samotność. Na blacie szerokiego stołu leży rozrzucona martwa natura – talerze, kieliszki, owoce – to kolejny kadr wycięty z rzeczywistości. Zmniejszyła się liczba ludzi, otoczenie jest bardziej surowe, jakby zostało „wyczyszczone”.

fragment tekstu Anny Budzałek

 Oramus 1

 

Oramus 2

 

Kalendarz

październik 2018
N P W Ś C Pt S
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3

Statystyka

Odsłon : 7937768