Związek Polskich Artystów Plastyków

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Start

JAN MACIEJ MACIUCH "40 lat twórczości"

E-mail Print PDF
There are no translations available.


Zapraszamy na wernisaż i koncert muzyczny
w piątek 11 maja 2012 roku o godzinie 18 00
do Galerii ZPAP PIERWSZE PIĘTRO w Opolu, ul.Krakowska 1
Wystawa czynna do 30.05.2012 roku.

galeria

notka biograficzna

 

 

Fenomenalność struktur

Struktura ma charakter organizujący, jest zasadą tłumaczącą różnorodność jakości zmysłowych i ich porządek. Nie odsłania się od razu, lecz wymaga sięgnięcia poza te jakości, odrzucenia ich wielobarwności i oczyszczenia z przypadkowości. Dopiero po tych zabiegach redukcyjnych ujawnia się to, co jest ich źródłem i racją. Fotografie Jana Macieja Maciucha pokazują, że ta droga odkrywania struktur, charakterystyczna dla świadomości teoretycznej, może być nie tyle zniesiona, ile bezkolizyjnie zastąpiona inną – artystyczną, która dąży do tego samego celu, osiąga go jednak zupełnie innymi środkami i ukazuje w poświacie jakości estetycznej.

Jest to droga czystej naoczności, fotograficznego oka, które bezpośrednio kieruje się ku strukturom, ujawnia barwne logosy, ale zarazem zatrzymuje to, co w nich zmysłowe. W tych fotografiach zanika klasyczne przeciwstawienie „powierzchnia – głębia”, „fenomen – noumen” czy „akcydens – istota”.  Te kategorie stapiają się raczej w jedno, prowadząc do fenomenalności struktur. Stają się one jawne, zmysłowo dane, bez reszty odsłonięte.

Choć w rzeczywistości struktury te są przepisane określonemu przedmiotowi, to jednak sposób ich ukazania sprawia, że on sam niemal znika z obszaru percepcji, jest prawie nieobecny, a jego możliwe istnienie wyczerpuje się w funkcji ujawniającej struktury. Artystycznie traci tym samym substancjalność, choć faktycznie zachowuje przecież swą ważność. Fotograficzne oko dokonuje tu zatem przewartościowania, podkreślając pierwotność struktur i wtórność rzeczy.

Przy czym w poszczególnych fotografiach to przewartościowanie ma różną dynamikę. Tak też w niektórych logosy–struktury są ukazane jako w pełni autonomiczne, samowystarczalne, wsobne, co sprawia, że intencja odbiorcy nawet nie szuka ich związku z określonym przedmiotem, lecz zostaje bez reszty nasycona prezentującym się wyglądem i rytmem. Układają się one w pewne „matematyczne” ciągi czy też „geometryczne” wykresy. Są czyste i niemal pozbawione jakości zmysłowych. Zanurzone w świetle, ujawniają swą fenomenalność. Nawet w fotografiach, w których ta „geometria” czy „matematyka” zostaje zaburzona przez ekspresję słojów, nie odczuwa się dysharmonii, gdyż tak powstały kontrast jest naturalnym kontrastem samych struktur.

Ten specyficzny fenomen „bezprzedmiotowości” struktur jest najlepiej widoczny w czarno–białych fotografiach, w których związek z naturą został wygaszony. Różnorodne rodzaje struktur rządzą tam niepodzielnie, uwalniając się bez reszty z tego, co realne. Ale i  wprowadzenie koloru – jakości zmysłowej, która może urealnić struktury poprzez odbudowanie związku z przedmiotami – nie prowadzi do przekreślenia ich wagi i pierwotności. Kolor bowiem jedynie je odgranicza, różnicuje, a nawet wprowadza pewną hierarchię. Nie jest to jednak hierarchia związana ze stopniem racjonalności samych struktur, lecz raczej z ich specyficznymi własnościami. Niektóre z nich tworzą wygląd kołowy z niespokojnymi promieniami, które zanikają w swym  punkcie zbiegu, inne – wygląd liniowy, który zderza się z płaszczyzną. Są również takie, które układają się oboksiebnie lub też koegzystują ze sobą w splocie.

Ta odrębność struktur, kolorystyczne zróżnicowanie, wskazuje również na ich istoczenie się w czasie. Struktury te bowiem nigdy nie są dane, lecz nieustannie się stają. Włączone w proces przyrody i czas ludzki budują coraz to nowe piętra swej racjonalności i fenomenalności.  Fotograficzne oko uwieczniło jedno z nich.

dr hab. Artur Mordka, prof. UR

 

 

Przed zasłoną

„ (…) Słabe światło sumienia stuk jednostajny

odmierza lata wyspy wieki

by wreszcie przenieść na brzeg niedaleki

czółno i wątek osnowy i całun”

Z. Herbert, Tkanina

Jeden z Ojców Pustyni, Abba Helles, posiadał jedynie podartą, wielekroć zszywaną szatę, na widok której ktoś miał powiedzieć: „Bracie, masz najpiękniejszą szatę dla twojej duszy”. Rozerwana, zdeformowana tkanina może stać się tworzywem malarskim i swego rodzaju „szatą”, jak to ma miejsce w najnowszym zestawie prac Jana Macieja Maciucha.

W cyklu obrazów artysta wprowadza do kreowanej przestrzeni rodzaj zasłony, jest to fragment tkaniny, której szczelne lub naderwane sploty tworzą woal, formę jaka w przekazach mitologicznych odnosi się do nieba przykrywającego ziemski świat. Z tej aluzji bierze początek interpretacja owych zasłon, przywołujących sferę niewidzialnego w relacji z widzialnym, transcendentnego z dotykalnym. Przebijający spod warstwy płótna kolor niekiedy ujawnia jedynie fragmenty obrazu, te jego części, których gęstość i materia jest nośnikiem esencji przekazu. Zabieg ów odnosi się do selektywności pamięci, jak też zatrzymania przed dookreśleniem, przed profanum analizy.

Płótna Jana Macieja Maciucha emanują autonomicznym światłem, które jak gdyby definiuje przestrzeń sakralną. Przestrzeń owa zaś ma pewien niepojmowalny muzyczny rytm, będący łącznikiem pomiędzy czasem a perspektywą kosmiczną. U artysty obraz staje się wyrazem szlachetności myśli, jest ideą, co w dzisiejszych warunkach stanowi odważne wyzwanie. Paul Evdokimov napisał o ikonie takie słowa: „Może zupełnie zignorować perspektywę i jeden punkt potraktować jako punkt kulminacyjny wszystkich wymiarów czasowych i wszystkich miejsc.” Niewątpliwie słowa te przystają do dzieł Jana Maciucha, w sposób autentyczny i konsekwentny obrazujących dyskurs wewnętrzny twórcy, będących poszukiwaniem najistotniejszego. Stanowią one próbę przedstawienia człowieka wewnętrznego.

W prezentowanym cyklu ważnym wątkiem jest nawiązanie do procesji, jakby żałobnych, niesienia sztandarów (niekiedy wyłączonych w autonomiczny znak). Kroki, droga zyskują inny wymiar, podlegają metaforyzacji i jednocześnie sakralizacji. Rodzaj empatii, jaki odczuwa się w tej przestrzeni, także w rozwiązaniach kolorystycznych, to znamienny dla młodopolskich artystów stan cichej celebracji, obecnej w narracji Wojtkiewicza, Malczewskiego, czy Axentowicza.

Nałożona na płótno obrazu tkanina może symbolizować strukturę czasową, wyciąganie pojedynczych jej nici znaczyć chwilę, zaś rozcięcie fragmentów odnosić się do wymiaru epizodu. Wątek i osnowa płótna jest matrycą dla splotu zdarzeń, punktem otwartej tajemnicy continuum. Każdy fragment życia jest poddany bezmiarowi interakcji, więc jak pisał Herbert, „odmierza lata wyspy wieki”.

Marlena Makiel-Hędrzak

 

 

Zapis i marzenie

„ (…) A co się staje to się staje tylko raz w tym czasie

I tylko raz w tym miejscu…”

T.S. Eliot

Jednym z nieuniknionych odczuć artysty patrzącego na świat przez obiektyw aparatu fotograficznego jest przekonanie o niemożności translacji na żadną słowną konstrukcję języka przyrody i braku uprawnień, by porównywać ową mowę do języka, którym się posługujemy. Przyroda, z jej sposobem działań, wymyka się umysłowym spekulacjom, zawarte w niej sygnatury są jakby mową pozbawioną słów, przejmującym znakiem, którego nie potrafimy odczytać. Oko napotyka systemy linii i punktów, segmenty warstw narastających jak naskórek czasu i ta fascynacja domaga się rejestracji. Fotografie Jana Macieja Maciucha zagłębiają się w tajemnicę tej materii, wsłuchują się w jej cichy puls. Szukają owego punctum, które wyznacza przecięcie dramaturgii istnienia natury z jej kontemplatywną symetrią. Owe obrazy są swoistym rozważaniem nad kreatywnością oka i myśli. Oto dostrzegamy jak dana nam materia, można powiedzieć – materia spotkana przypadkiem, może być pomyślana, wykreowana spojrzeniem, artystycznie niejako na nowo stworzona.

Zapis… historia jednego spojrzenia, historia, w której narracja i myśl skupiają się w jednym fragmencie. Makrokosmos zmienia się w mikrokosmos, lecz zachowuje ten sam ciężar metahistorycznych znaczeń, odniesień i narracji. Michael Leiris pisał: „Współczuję ludziom, którzy choć raz w życiu nie marzyli, by przeistoczyć się w jedną z rzeczy, które ich otaczają: stół, krzesło, pień drzewa, kartkę papieru…” Niewątpliwie fotografia, obok funkcji „zapisu” jest swoistą rejestracją marzeń. Zobaczone natychmiast może zostać zapisane, by - w momentalnej odsłonie, otworzyć przestrzenie szczególnej współobecności, przeniknięcia obcej dotąd struktury, jej częściowego odtajnienia.

Zetknięcie się z tym obszarem działań twórczych jest początkiem procesu oswajania - oko przyzwyczaja się do mnogości komunikatów, rozeznaje w wielości elementów zwartą konstrukcję, rozczytuje wzór, by wodzić myśl po granicach kontekstów.

…Drzewo. Dopiero po uważnej lekturze obrazów Jana Macieja Maciucha, następuje uzmysłowienie, iż motywem, który go intryguje jest drzewo. Artystę interesuje szczelność i stabilność jego tkanki, rozszczepiona oś, dynamika rozgałęzień, ekspansja rozerwanych włókien, porowatość spiętrzonych linii. W tym sensie zajmuje go także zasada tych złożonych konstrukcji, owa żywa matryca, którą daje się niejako nałożyć na inne elementy, czy będą to rozwarstwiające się płaszczyzny minerałów, czy włókna mięśni i rysunek krwioobiegu… Od tych detali zaczyna się ekspansja granic obrazu, który przenosi ów kadr w dalekie asocjacje. Oto powiększony fragment kory drzewa staje się aluzją do pejzażu. To jedna z kategorii dających się wyróżnić w prezentowanym cyklu, stanowiąca rodzaj malarskich pretekstów. Oko malarza wychwytuje delikatne niuanse barw i kreśli granice tego widzenia. Wówczas precyzja wybranych w kadrze wątków jakby sugerowała sygnaturę malarskiego warsztatu. Widzimy delikatny laserunek kolejnych warstw transparentnych tonów, impasty nawarstwionych faktur, siatkę pęknięć przywodzącą na myśl dotknięte czasem powierzchnie farby. Spalone, zmurszałe, spękane powierzchnie każą myśleć o nieustannie kreślonym rysunku natury, kolejnych segmentach form, płaszczyzn i barw. O linii, najżywotniejszej z form, rozpędzonym wektorze poszukującym wcieleń. O doskonałej niepowtarzalności, tym, co podsyca pragnienie obiektywu, a co Constable ujął w jednym ze swych listów: „Świat jest rozległy, nawet dwa dni nie są identyczne, nawet dwie godziny; od czasu stworzenia świata nie było jeszcze dwóch listków, które byłyby takie same”.

Niekiedy obrazy ukazują drzewo zranione, zdeformowane od zrostów i nacięć. Jednakże nawet te jego zdegradowane ujęcia nasycone są energią powrotu do stanu pierwotnej szczelności i harmonii, zawierają impuls, od którego zaczyna się proces rekonstrukcji, zawiązywanie włókien, jakby zapisane w rytmach cięć echa uszkodzeń były wykresem powolnego odradzania się. W jednym ze swoich wierszy Martinson pisze o takim niezachwianym rytmie natury: „(…) a zegar chodzi i chodzi/ wprawiany w ruch lekkimi uderzeniami skrzydeł Ptaka Feniksa, / który żyje i fruwa / w istocie natury rzeczy, / w sali cudu, / we wnętrzu atomów.”

W niektórych fotografiach artysty odczytać możemy formy zbliżone swym kształtem do labiryntu, bądź sugestywnie się z nim kojarzące. Jest to kolejne świadectwo tego, jak wieloaspektowe są owe prace. Labirynt jest swoistym uporządkowaniem chaosu i próbą wniknięcia w jakąś sekwencję kosmicznej tajemnicy. W średniowiecznym manuskrypcie z Saint-Marc czytamy: „ Widząc te tysięczne skręty od wewnątrz na zewnątrz, te koliste łuki, poznaj w nich cykliczny bieg życia, odsłaniający ci niebezpieczne wiraże i kręte drogi!” Linie i punkty, kreślące korytarze labiryntu w obrazach artysty przypominają, iż fotografia jest rodzajem pisma, momentalnie chwytającego całą złożoną konstrukcję analizowanego aspektu rzeczywistości, w nieomylnym rysunku światła.

Część prac cyklu tworzą fotografie w czerni i bieli, poprzez wyłączenie koloru zatraca się bezpośredniość odniesień do dominującego motywu, czytelne stają się osobliwe reliefy, uchwycone w kadrze faktury pisane światłem i cieniem organizują przestrzeń, uwypuklając ideę odwiecznego rytmu, biologicznego i astronomicznego, zawartego w każdym fragmencie natury.

Patrząc na zatrzymane w kadrze obrazy widzimy archetypy form, moment konkretyzacji, kiedy z chaosu kształtów i barw wyłania się ta jedyna konfiguracja, jakby zostały ponownie wykreślone granice materii i obecności. Artysta jednak pozostawia obraz otwarty, który raczej coś ewokuje niż opisuje, przy czym będąc częścią całości zdaje się nie być z nią tożsamym. Jakby zachodziło zakłócenie w tej relacji, autonomiczny fragment nie przylega do wzoru, z którego się wywodzi.  Fotografia Jana Macieja Maciucha, poprzez analityczne traktowanie motywu, odsłania fenomen witalności ruchu zogniskowanego w statyce obrazu, uwalnia myśl od konkretu dając w zamian Nieokreśloność. Marzenie.

Marlena Makiel-Hędrzak

 

Copyright Law Agency

Calendar

August 2019
S M T W T F S
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Stats

OS :
PHP : 5.3.29
MySQL : 5.5.5-10.2.26-MariaDB-log
Time : 17:20
Caching : Disabled
GZIP : Disabled
Members : 7
Content : 1322
Web Links : 75
Content View Hits : 9280951