Drogie Koleżanki i Drodzy Koledzy!
Ezra Pound zauważył, że „malarze, muzycy, poeci, pisarze to system nerwowy gatunku”. To zdanie w niezwykle trafny sposób opisuje nasze miejsce w społeczeństwie. Jesteśmy barometrem nastrojów, tendencji, które nadchodzą, czułą membraną wrażliwości społecznej. Spełniamy kapitalną funkcję humanizowania coraz brutalniejszego świata. Aby tę rolę wypełniać skuteczniej, musimy być silni i jednomyślni w kwestii pryncypiów. Naturalnym miejscem organizacji naszej energii, przekształcania jej w konkretne formy jest ZPAP.
Cztery lata temu, zostając Prezesem ZPAP, nie przypuszczałem, że zastanę katastrofę finansową Związku, kompletny brak programu działań, brak jakiejkolwiek wizji rozwoju stuletniej organizacji. Począwszy od Ministra Kultury przez ludzi mediów i w końcu od samych artystów słyszałem to samo przykro brzmiące pytanie, na które nie mogłem odpowiedzieć sensownie: dlaczego was/nas nie widać? Czemu jest tak mało wystaw w znaczących galeriach? Opinia o ZPAP nie była najlepsza. Jak to możliwe, żeby Związek mający taką stuletnią tradycję, taki dorobek, takie nazwiska, stał się przedmiotem ironicznych uwag. Zawsze tę ironię odbieram bardzo boleśnie.
Trudno było zatem o cokolwiek prosić, nie mówiąc o słusznych żądaniach, skoro głos artysty plastyka nie wybrzmiewał na wystawach, skoro tego głosu po prostu nie było. Jeżeli nie istniejemy jako twórcy, nie istniejemy też jako obywatele, mający prawo walczyć o swoje prawo do głosu. Warunkiem upominania się o należne miejsce dla plastyki jest jej obecność w sferze publicznej, praca twórcza i wystawy. Trzeba było zacząć działania, przezwyciężając marazm, na bazie tego, co było odziedziczone po poprzednim Zarządzie. To nie było łatwe.



News





