Związek Polskich Artystów Plastyków

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Strona główna

MYKOLA DZHYCHKA - SAD METAFOR

Email Drukuj PDF

MYKOLA DZHYCHKA

zaprasza na spotkanie oraz wernisaż wystawy malarstwa

w piątek 22 marca 2013 roku o godzinie 18.00

do galerii ZPAP PIERWSZE PIĘTRO

w Opolu przy ul. Krakowskiej 1.

Wystawę można oglądać do 11 kwietnia 2013 r.

 

 

Portrety współczesnych od Mykoły Dzhychki.
Po co rysować portrety, kiedy prawie każdy ma aparat fotograficzny?
W czym ukryta jest malownicza «magia tworzenia» obrazów współcześnie żyjących, kiedy codziennymi «obrazkami z życia» są przepełnione strony sieci socjalnych?
I w ogóle, czemu malarstwo jeszcze przyciąga naszą uwagę, jeśli fotoshop proponuje nie mniejsze możliwości?
Pierwsze, co przychodzi na myśl, kiedy widzisz portretowe malarstwo Mykoły Dzhychki – jego miejsce w muzeum. W dobrym sensie. W dobrych bagietach, w zwykłym półmroku, w ewentualnej prywatności. Nawrót do wartości klasycznych? 
W 2007 roku, pracując w Iwanofrankiwskim Muzeum Sztuki, M. Dzhychka namalował pośmiertną podobiznę Wiktora Melnika, historyka sztuki, ideowego inspiratora ekspozycji sakralnej sztuki Galicji i mojego dobrego przyjaciela. Już w tym portrecie malarz zastosował chwyty i elementy, które on wykorzystuje i teraz – wyraźna, chłodna grafika rysunka, przemyślana kompozycja, umowność kolorystycznej palety, użycie posiłkowej symboliki, napisów czy związanych z wewnętrzną ideologią bohatera przedmiotów.
Do stworzenia obrazu było wykorzystane zdjęcie z otwarcia stałej ekspozycji muzealnej «Sakralna sztuka Galicji XV-XX wieków» z dnia 18. sierpnia 1993 r. z jednym z najcenniejszych artefaktów muzealnej kolekcji «Krucyfiks z otaczającymi» z połowy XVI st. ze wsi Grabiwka (Rożniatiwszczyzna). Zapewne, oprócz tego zdjęcia, malarz wykorzystał jeszcze jakieś późniejsze zdjęcie z W.Melnykiem. Wtedy ten portret wywoływał u mnie dezaprobatę. On rodził sprzeczności. W życiu Wiktor był nie taki, był nie podobny do osoby z portretu. Ale im więcej upływa czasu, im mgliściej stają się w pamięci szczegóły stosunków, tym więcej przyzwyczajasz się do stworzonego przez malarza obrazu. Rozumiesz, że jeśli kiedyś komuś zdarzy się badać prace Melnyka, analizować jego życiowy szlak, to jego obraz będą kreowałi raczej z tego portretu, albo z nielicznych fotografii o przypadkowym charakterze, czy z tekstów i książek, które zostały po nim (czy będzie ktoś kiedyś doszukiwał się podobieństwa osób z portretów z tym, jacy oni byli w życiu?)
Otóż, po co portret? Można wspomnieć niezrównanego Platona Bileckiego: «Portret bez względu na jego przeznaczenie służy sprawie samoaprobaty, samoidentyfikacji ludzkiej osobistości i szerzej – grupy społecznej, która na danym etapie historii oświadcza o swojej godności i prawach» (Platon Bilecki. Ukraińskie malarstwo portretowe XVII-XVIII w.)
A jeszcze, jeżeli już zaczęliśmy mówić o Muzeum Sztuki w Iwano-Frankiwsku, wspomnijmy niezwykłą ikonę z Kolegiaty, gdzie teraz mieści się świątynia sztuki. «W barokowym ansamblu monumentalno-dekoracyjnego ozdabiania Kolegiaty rolę głównego «programowego» utworu wykonywała centralna kompozycja ołtarza na płótnie «Niepokalane Poczęcie Panny Maryi», stworzona około 1737 r. (teraz znajduje się w kościele «Na Górce» w polskim mieście Opole). Przedstawiony w postaci «artysty» Bóg-Ojciec rysuje zwyczajnym pędzlem obraz z Panną Maryą. Od spodu ten «obraz w obrazie» podtrzymują Joachim i Anna – rodzice Bogurodzicy. Nieboskłon zamyka się krajobrazem, który przypomina Karpaty. Fabularny schemat ogniskuje się w trzech poziomach: górnym (teurgiczny akt tworzenia); średnim (idea Bogowcielenia i symbolika Kościoła Niebieskiego w postaci Maryi) oraz dolnym (ziemski świat). Drugi zawoalowany plan kompozycji ukrywa fundatorskie ambicje ktitorów Kolegiaty. Więc zupełnie nie przypadkowo postacie rodziców Maryi posiadają tu subiektywne charakterystyki portretowe w tradycjach «sarmatskich» parsun XVII-XVIII w.» (Wiktor Melnyk. Sakralna sztuka Galicji XV-XX st. w ekspozycji Iwanofrankowskieg Muzeum Sztuki).
Świadomie czy nieświadomie Mykoła Dzhychka kontynuuje tradycje malarstwa, które zostały założone jeszcze przy powstaniu i rozbudowie Stanisławowa przez jego założycieli. Przy tym obserwujemy i najnowsze tendencje, śmiało wprowadzane przez malarza w artystyczny obieg. Przede wszystkim, portrety powstają nie na zamówienie, a według własnego wyboru artysty. Są to jego przyjaciele, koledzy, znajomi, którzy kształtują, jego zdaniem, obecny genius loci miasta. Malarz nie jest skuty szorstkimi kanonami czy wymaganiami, a więc samodzielnie tworzy ikonografję, w której ujawnia charaktery ludzi. W odróżnieniu od religijnej metafizyki malarstwa sakralnego a pafosu portretu galowego prawie we wszystkich jego robotach, o których mówimy, obecna jest nutka ironii czy filuterności, element nienatrętnie wskazujący na relacje bohatera portretu ze społeczeństwem. Metaforyczna symbolika, która towarzyszy prawie każdej robocie, zastępuje arystokratyczną heraldykę barokowych parsun.
U Anatolija Zwiżyńskiego (McDonalds na marginesach) – to McDonalds (ironiczna nazwa miejscowego Instytutu Sztuk Pięknych) i Marginesy - niezależna galeria sztuki współczesnej, którą on się opiekował. Zapewne w tym ma się odczytywać przeciwstawianie się oficjalnej sczerstwiałej szkoły i najnowszych poszukiwań w sztuce. Ironicznie niepewny uśmiech i pogląd mimo obiektu mówią o nieokreśloności. Co będzie służyło ratowniczym kołem?
U Jaremy Stecyka (Rycerz koloru) – linijka jest skierowana w górę, ku przyszłości, a przymrużone oko malarza - designera stara się jak najdokładniej prześledzić kierunek rozwoju. Być na ostrzu. Naraz przypominają się plenery, festiwale «Do góry serca», a «Mówi Iwano-Frankiwsk» przypomina sygnały wywoławcze miejscowego radia, hit «Perkałaby» i kultową kawiarenkę obok Ratusza oraz jeszcze wiele innych projektów wymyślonych i zrealizowanych przez niepohamowanego Jaremę. Skomplikowane, rozmaite faktury tła demonstrują szerokość fantazji bohatera portretu co do własnych eksperymentów malarskich. Bohater przymierza się do nowego pomysłu. Więc, ciąg dalszy będzie.
U Lubki Czernikowej (Kwitnąca mistyka) – niespodziewanie ulokowane malarskie pędzelki we fryzurze (moda prawie po japońsku) i różnokolorowe kłębki nici w koszyku, przypominające paletę malarza i służące malowniczym wsparciem dla barwnej hiszpańsko-cygańskiej chustki narzuconej na ramię przeciwstawiają się ciemności tła, czujnemu poglądowi i nieco ściśniętej pozie projektantki odzieży, a w tym wypadku modelki. Tajemnicza głąb prawie monochromatycznego tła i erotyczna nagość kobiecego ramienia wybudowały jeszcze jedną binarną opozycję, dla której sprzymierzeniem służy jej ubranie.
W podobiźnie Bolesława Połnara (Słonia za osiągnięcia) – reprezentacja zabawkowego artefaktu sprzecza się z uczoną powagą, i nawet pafosem wyrazu twarzy bohatera. Suchy styl obrazu, lokalność kolorytu roztłukują się o miękki, niewymuszony uśmiech mądrego starszego mężczyzny. Bądźcie prostsi, zostańcie dziećmi...
Natomiast portret córki malarza (Katrusyni sny) nieco wypada z tej serii obrazów. Małe dziecko ciężko złapać i przywiązać do pewnego stereotypowego obrazu. Tu nie ma tekstów, podtekstów, obraz dwoi się, wychodzi za granice logicznego. Za pomocą surrealizmu i abstrakcji łatwiej ilustrować podświadome, rysować sny.
U Natalii Gołomodowej (A co tam?) – gra z gazetowym logotypem i domowym przywiązaniem do tajemniczych zwierząt – kotów, niby dzieli/łączy obraz znanej dziennikarki ze spokojną prywatną atmosferą domowego spokoju, ciszy (poduszka, skarpetki, herbata, ledwie dopięta bluzka) i pracy (długopis i napięta uwaga spojrzenia mówią o narodzeniu nowego tematu).
W portrecie żony (Generał sił powietrznych) – mundur paradowy i fruwający w powietrzu kaszkiet oficera Luftwaffe służą tekstualnym tłem dla pewnego siebie i zakochanego w sobie obrazu obrońcy/władcy pielesza rodziny malarza. Ręce-skrzydła malarza, pojawiające się poza ramami obrazu i podtrzymujące nakrycie głowy lotnika, służą jakby niezawodną ochroną. Swoim gestem prawej ręki, Gala, jako kobieta, przyciąga uwagę i do wartości materialnych, i do ich piękna, którego poszukiwaniem przez całe życie zajmują się artyści.
We wszystkich tych sugestiach ujawnia się wylewna, nieukrywana narracja malarskich dociekań, literacka kanwa góruje nad konceptualnym dyskursem, a więc o każdym portrecie można jeszcze długo mówić. To wspiera się i umyślnie barokowymi nazwami obrazów. Poza tym, po mistrzowsku wymalowana faktura tkaniny ubrań, vandykowska uwaga do kiści rąk bohaterów, umiejętne objętościowe modelowanie twarzy nie może nie wzbudzić zachwytu widza. Mocny, pewny rysunek poprzedza wszystko. Figury są posadzone na jego karkas mocnie i jednocześnie swobodnie. W tym właśnie i ukrywa się swoiste mistrzostwo – malarz przede wszystkim osiąga efekty dekoracyjne, które są pokrzepiane niewybredną, ściszoną gestykulacją ludzi.
Portret Jurija Borynca (Dziecięca surowość) to jeden z najciekawszych co do kolorystycznego rozwiązania i kompozycyjnego lakonizmu obrazów. Obraz młodego malarza widzimy w postaci zamyślonego mędrca-filozofa ze spojrzeniem skierowanym na widza i jednocześnie niby przez niego. W taki sposób tworzy się pole dla odrębnej gry bohatera obrazu z widzem, stajemy się jakby świadkami fragmentu rozmowy malarza z portretowanym, a stąd powstaje dialog malarza z widzem. Rozlazłe malownicze tło z niezgrabnymi literami «Б.Ю.» niby cytuje «rozpięte» malarstwo Borynca, które zawsze jest podkreślane wyraźnymi sygnaturami. Moim zdaniam, to jeden z lepszych portretów serii kolegi po fachu, dobrego przyjaciela jeszcze z czasów nauczaniu w uczelni oraz jednego z najbardziej interesujących malarzy nowego pokolenia.
Amerykański krytyk sztuki Donald Kuspit na początku nowego wieku wprowadził w naukowy obieg pojęcie «Nowi Starzy Mistrzowie» (New Old Masters), tym samym reasumując koniec feerycznej i spekulacyjnej epoki postmodernizmu w sztuce Zachodu i początek aprobaty najnowszej estetyki, która apeluje do klasycznego, rzemieślniczo-mocnego, materialnego odtworzenia i najnowszych form w sztuce. «Teraz, kiedy sztuka modernu urzeczywistniła samą siebie, kiedy «nowe» stanęło «neo», jak piszą niektórzy teoretycy, czas wrócić do tradycyjnej sztuki. Powracamy nie nieświadomie, nie beztreściowo, nie mechanicznie, ale tworząc z fantazją; w taki sposób, który wraca sprawiedliwe, bo dawna sztuka zawsze ukrywa świeżość i zawsze zostaje aktualna dla aktualnego życia» (Donald Kuspit. Nowi Starzy Maistrowie: Dlaczego teraz?). Twórczość Mykoły Dzhychki (nie zważając na to, że on jest nie znajomy z tą teorią) organicznie wpisuje się do deklarowanych przez D. Kuspita postulaty nowego nurtu, a stanowczo przybrane obroty produkowania tej serii, mówią o ewentulanie szybkim powstaniu nowych personaży jego robót, bohaterów współczesności i twórców codzienności. Odbijając teraźniejszość – piszemy historię.

Anatolija Zwiżyński



 

Kalendarz

grudzień 2019
N P W Ś C Pt S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4

Statystyka

Odsłon : 9573458

Teraz Sztuka - Art Now

PROMOCJA!

Cena 40 złotych

więcej

Monografia ZPAP



ISBN 978-83-88735-02-8.

Format A4, oprawa miękka. Cena monografii to 15 zł,

zaś z przesyłką: na terenie RP 25 zł; a zagraniczną do Europy 45 zł.

Zrealizowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego